Kudłaty przyjaciel, czyli rzecz o Maksie

Kudłaty model

Mija kolejny dzień pracy, wlekąc nogami po schodach zatrzymuję się przed drzwiami. Wyciągam klucz i powolnym ruchem otwieram je zanurzając się w zapach domu. A tutaj, tuż przede mną, leży już Maks, rozciągnięty cały, machając ogonem, aż się zginał w pół, witał mnie całym swoim jestestwem. W taki sposób właśnie, przez ponad 14 lat, mój pies okazywał swoje przywiązanie. Dla mnie zawsze zadziwiający był fakt, że zwierzę potrafi tak się zżyć z człowiekiem; a człowiek ze zwierzęciem.

W ogóle sposób, w jaki Maks potrafił okazywać to co czuje zaskakiwało mnie doprowadzając często do niemocy werbalnej (co to za zwrot…,  wybacz). Jego oczy potrafiły przekazać tyle informacji, że w zasadzie nie musieliśmy czekać do wigilii; informował nas na bieżąco co się z nim dzieje. Jednak najbardziej lubił i pokazywał swoją radość. Uwielbiał być głaskany, drapany, czochrany (nie wiem czy polszczyzna ma poprawną zasadę tego słowa, czy w ogóle ma je w słowniku) i tarmoszony na wszelkie możliwe sposoby. Bardzo lubiłem się z nim bawić, miał dość ostre pazury i z reguły nasze igraszki kończyły się trwałymi śladami na rekach. Ale co tam; dawał dużo radości i odprężenia zarazem.

Swoją obecność w naszym domu zapewnił sobie u osoby, która była najbardziej przeciwna temu. Kiedy siostra przyniosła go do mieszkania, pod pretekstem prezentu dla mamy (przyznam, że nie było to fair), rozpętało się piekło. Ojciec kategorycznie zażądał, że ponieważ nie było to posunięcie uczciwe i wykracza poza ramy wcześniejszej umowy to musimy psa oddać. Maks miał wówczas może z 4 tygodnie, był malutki, mieścił się w dłoni i ledwo się poruszał. Łzy lały się strumieniem, obraziliśmy się na śmierć. Wahały się losy psa, a ten, kiwając się na boki, poczłapał do pokoju i jakby wiedząc co trzeba akurat w tym momencie zrobić położył się na stopach mojego ojca; nie zdawał sobie sprawy, że w ten sposób poskromił gromowładnego. Malec wykazywał od zawsze umiejętność właściwego postępowania we właściwych momentach; oczywiście jak na psa. Był kochany. Zawsze obecny. Był.

Staruszek musiał odejść w zeszłym roku. Puste miejsce po nim aż bolało. Długo jeszcze łapałem się na tym, że słyszę jego charakterystyczne stukanie pazurami po parkiecie. Czasem nawet miałem wrażenie, że kątem oka rejestrowałem jak się przemyka. Bardzo duża siła przywiązania.

Dlatego właśnie chciałbym Ci pokazać kilka zdjęć, jakie zrobiłem temu cierpliwemu modelowi. Piękną miał sierść i często samo patrzenie na nią mnie inspirowało i motywowało do sięgania po aparat.

Zobacz…

Fotografia psów i innych pupilów wg fotoHORYZONT Piotr Grajek Fotograf Rodzinny Kalisz

A tak często odpoczywał; dosłownie wyciągał się na grzbiecie, jak robotnik po pracy.

Fotografia psów i innych pupilów wg fotoHORYZONT Piotr Grajek Fotograf Rodzinny Kalisz

Urocze stworzenie, dawał dużo ciepła i szczęścia. Bardzo cierpiałem, gdy go odwoziłem….. Po powrocie długo nie mogłem się otrząsnąć. Chyba pierwszy raz tak płakałem. Ból straty był ogromny. Ale tego też trzeba się uczyć w życiu; że czasem musimy utracić coś, co wydawało nam się do tej pory wieczne.

Mniej poważnie

Żeby nie kończyć tak smutnie to chciałbym, żebyś coś zrobił; cokolwiek, a najlepiej:

  • podziel się tym ze znajomymi na Facebooku lub Twitterze, lub jednym i drugim ;)
  • ciekawy jestem czy też masz jakieś zwierzę lub doświadczenia z nimi – napisz mi o tym

Pozdrawiam i do następnego,

PIOTREK

P.S.

Dla ciała i ducha jednocześnie – poruszający film o Ziemi.

Tagi: , , ,

breaker

Wpisz Komentarz

Musisz się Zalogować żeby wpisać Komentarz.