Gdy się nie ma, co się lubi… fotograficznie

Witam,

Tak jak w tytule – tym razem o tym, czego używam na codzień podczas fotografowania. Uwaga, ostrzegam, że dla niektórych może to być zaskoczeniem. Dla innych będzie wręcz szokiem, że można jeszcze pracować na eksponatach muzealnych. Piszę to z przekorą trochę, ponieważ jak wiadomo w technologii cyfrowej odległość w czasie równa 5 lat to przeskok o lata świetlne w kwestiach wykorzystanych technik i rozwiązań. A jednak, da się, a i owszem. Co prawda chciałoby się mieć lepszy, w miarę jedzenia apetyt rośnie, itd. . Skoro jednak już mam, to po co się oglądać i narzekać.

Od paru lat fotografuję w systemie Olympus używając do granic rozsądku korpus E-500 oraz dwa obiektywy z zestawu, czyli 14-42mm f/3,5-5,6 wraz z 40-150mm f/3,5-4,5 plus lampa błyskowa FL-36. Tez zestaw rozszerzyłem o kilka przydatnych dodatków, jak np. zestaw do bezprzewodowego wyzwalania flesza, statyw z parasolką rozpraszającą i uchwytem, softbox do tejże lampy z odpowiednim mocowaniem do statywu, nakładka rozpraszająca, parę drobiazgów własnej konstrukcji. Trochę tego jest i całkiem dobrze sobie radzi. Bo w zasadzie jedyna rzecz, na którą narzekam to … wyraźny i widoczny (czytaj „nie do przyjęcia”) szum przy ISO wyższym niż 500. I tego nie da się przeskoczyć. Nawet używając programów do „odszumiania” fotografia i tak robi się rozmyta i nieostra. Wiem, że można teraz dokupić obiektywy Sigmy, bardzo jasne stałki ze światłem f/1,4. Nie wiem tylko jak pracowałyby z systemem autofokusa w Olympusie, bo ten też nie poraża swoją skutecznością; czasami wręcz nie łapie ostrości, jakby nie widział kontrastów. Szczególnie jeśli chodzi o ten dłuższy zoom. Poza tym i tak planuję niebawem przesiadkę na inny system. Jaki? Hm…… Nie zdradzę, na razie.

Rozdzielczość 8mpix może nie jest bardzo wysoka w E-500, ale robiłem już różnej wielkości powiększenia swoich zdjęć i mogę polecić go ze spokojem do dużych fotografii; pisząc dużych mam na myśli zdjęcia formatu np. 60x80cm. Poza tym zdjęcia przy wystarczającym świetle, czy to naturalnym w terenie, czy też sztucznym z wykorzystaniem lamp, są po prostu bardzo dobre, świetna ostrość i oddanie kolorów również.

Mówią, że obraz jest wart tysiąca słów, więc nie zamierzam tu agitować na rzecz Olympusa, bo ani mi za to nie płacą, ani też nie należę do tajnej grupy obrońców dobrego imienia Olympusa. Dodam tylko, że wszystkie zdjęcia, jakie oglądacie na moim blogu zostały wykonane opisanym wcześniej zestawem przy pełnym wykorzystaniu jego możliwości.

W ramach prezentacji przedstawię poniżej kilka zdjęć z jednej z ostatnich sesji z dzieciakami, jakie robiłem. W tych warunkach w zupełności wystarczające.

Popatrzcie sami;

Fotografia dziecięca i portretowa

Fotografia dziecięca i portretowa

Fotografia dziecięca i portretowa

Fotografia dziecięca i portretowa

Jak sami widzicie nie jet źle :)

A teraz jeszcze coś dla smaku, żeby podbudować trochę wizerunek Olympusa, materiał zrealizowany przy okazji ostatniej premiery Olympusa PEN; reklama zrealizowana przy użyciu bohatera reklamy, czyli samego Pena. Popatrzcie.

PEN Giant z PENStory ze strony Vimeo.

Fajne, co? A to jest adres strony www Olymusa, gdybyście chcieli podpatrzeć jak powstawała reklama, jak pracowano nad materiałem. Polecam…

To tyle, na razie. Wiem, miał być obszerny materiał ze ślubu. Będzie, nastepnym razem. Cierpliwości.

Pozdrawiam,

PIOTREK.

P.S.

Kiedy chcę sobie posłodzić smak do wiwatu kupuję paczkę chałwy i zjadam ją całą, ale nie od razu; kroję w kawałki i się maltretuję nimi przez godzinę. Pycha. Tyle że potem półtora litra wody idzie, żeby zrównoważyć doznania. Najlepsza chałwa jest czywiście turecka, jakby ktoś pytał.

P.P.S.

A to dla zmysłów pozostałych, a’propos ostatnich burz i nawałnic.

Zobaczcie >> Nawałnica w Helsinkach

breaker

Wpisz Komentarz

Musisz się Zalogować żeby wpisać Komentarz.